Moja powieść

Ciemno czerwony, murowany dom znacznie odbiega wyglądem od znajdujących się dookoła budynków.

Brązowe drzwi wejściowe i kremowe ramy okienne rozpadają się przez nieuchronny upływ czasu. Mieszkała w nim Hilda, wdowa po zmarłym generale Johnsonie.

Jedyną dobrą rzeczą jaką zrobiła, to zapisanie Jimowi domu w razie śmierci, wraz z przynależącą do niego ziemią, 1000 m2. Pół roku temu Jim podpisał papiery i wprowadził się do posiadłości. Na pierwszy rzut oka budynek był zwyczajny. Jim otwierając drzwi wnet upadł, odór wydobywający się z wewnątrz powaliłby umarłego. Nałożywszy rękaw na nos, wszedł.
W powietrzu unosił się swąd starości, odchodów i jeszcze jeden zapach którego nie był w stanie opisać. Na ścianach leżała tapeta, lecz także ona wyglądała jakby chciała stąd uciec. Dom posiada 5 pokoi z czego 4 na piętrze, na parterze znajduje się ogromny salon, kuchnia, łazienka i zejście do piwnicy. Jim postanowił ze doprowadzi dom do stanu używalności i zamieszka w nim.

 6:30, 20 maja

Przeciągając się wcisnął dłonią czarny przycisk wystający z budzika. Usiadł na łóżku z nogami skierowanymi ku podłodze, po czym wstał i podrapał się po pośladkach.

No doczekałeś się chłopie!

Pospiesznie włożył na siebie zielony zmięty t-shirt i przetarte krótkie spodenki, następnie pobiegł do auta. Gdy Jim wjeżdżał na dworzec zauważył Jeane z daleka i trąbiąc chciał zwrócić jej uwagę. Natychmiast odpowiedziała mu machaniem ręką.
Wtulili się w siebie jak świeżo zakochani. Także dzieci wskakiwały na nich z radości. Gdy już ochłonęli, wybrali się w podróż do nowego domu.
Pierwsze do środka wbiegły dzieci. Już na przedpokoju Tina rozcięła sobie rękę o wystający gwóźdź. W kilka sekund podłoga zalała się krwią. Jeane pracowała jako pielęgniarka, dokładnie wiedziała jak należy postępować w takich sytuacjach. Obmyła ranę nadal uciskając. Gdy krwawienie zaczęło ustępować okazało się na szczęście, że to niewielka rana, a metal przeciął małe naczynie krwionośne, stąd tyle krwi.
Chłopcy już pozajmowali sobie najlepsze pokoje i Tinie został ten najmniejszy, z zakratowanym oknem i dziwnymi drzwiczkami w ścianie. Zmęczona podróżą położyła się na łóżku w swojej ulubionej różowej pościeli. Przez kilka minut wpatrywała się w sufit na którym namalowane były dziwne znaki.

Tina! Billy! Tom!
Zawołała Jeane.

Zejdźcie na kolację, przygotowałam wasz ulubiony makaron z pesto!

Billy jak zwykle pierwszy wpadł do kuchni wnet wywracając krzesło usiadł. Potem Tom. Lecz Tina nadal pozostawała na górze.

Zaniepokojona Jeane poszła na piętro sprawdzić co tak zajęło dziewczynkę że nie usłyszała jej wołania.

Zapukała w drzwi pewnie nacisnęła na klamkę i zaglądając do środka zapytała

Jeane: Tina? Jesteś tu?

Pokój wydawał się być pusty. Więc wycofała się by zajrzeć do innych pomieszczeń, nagle usłyszała głos wydobywający się z jej pokoju.

Przecież bym ją zauważyła- pomyślała.

Ponownie zajrzała do izby, Tina leżała na łóżku wciąż wpatrując się w sufit.

Jeane- Tina kolacja!
Tina – o, cześć mamo, już biegnę

Odpowiedziała wesoło i ruszyła w stronę schodów.

Jim także czekał przy stole. W porównaniu do reszty domu kuchnia była najładniejszym pomieszczeniem. Śnieżno białe szafki z pięknymi złotymi zdobieniami w kształcie trującego bluszczu. Z prawej strony przy oknie stał biały Sześcioosobowy stół przy którym wszyscy właśnie jedzą kolację.

 

(Urywki, koncentracja nie pozwoliła mi na więcej)

 

Moja powieść
23 wiek
18 lipca 2235 roku.

W długiej połowie 22 wieku odkryto gen który samoistnie się regeneruje. Dzięki czemu nieśmiertelność stała się możliwa. Niestety stać na nią było tylko bogatych. Zwykłym ludziom nie była ona dana.

Dwóch zamaskowanych mężczyzn przeszukuje mieszkanie rozrzucając wszystko dookoła. Niespodziewanie wrzasnął jeden

Gdzie to jest?! Przecież musiał gdzieś tu schować!

Idąc do drugiego pokoju jego wzrok przykuł kufer stojący pod stołem.

Hank! Choć tu! Chyba mam !
Tak to to! Bierz to i spadamy.

0Shares
Back To Top
0Shares
%d bloggers like this: