25 października 2020

Psyche SoS

Anna Meinhaus

Moja codzienność, to wieczna walka z samą sobą..

Wstaję rano, 6.30. I pierwsza moja myśl to

„Nie dam rady”.

Lecz wstaję. Robię kawę partnerowi i sobie, on wychodzi w tym czasie z psem. Z rana jest dość dużo ruchu, więc na chwilę zapominam. Kiedy wszyscy wyjdą do szkoły i pracy, zaczyna się na nowo.

„Nie dam rady”

„Nie mam sił”

„Może potem przyjdzie mi siła”

Mijają godziny, nagle 11sta, 12sta przyszło trochę siły.

„dawaj teraz dam rade odkurzyć”

Odkurzyłam!

„Znowu nie mam siły, nic nie potrafię zrobić porządnie”

Mija 20 minut

„o znowu przyszło trochę siły”

Lecę zrobić zmywarkę zanim ucieknie..

I tak mniej więcej wyglądają moje dni ostatnie 5 lat. 

Staram się, zrobić pranie, odkurzać, zrobić zmywarkę czy szybki obiad dla dzieci. Wiem, wiem, powiecie że to depresja.. Niestety leki, które brałam przestały działać. Zostało nie wiele z tych które mogłyby na mnie dobrze zadziałać jeśli w ogóle. Brałam juz takie dawki, ze normalny człowiek by dawno padł.. Przez ponad rok Faszerowalam sie Venlafaksyna 375mg (krótki czas 450mg dla sprawdzenia), buspioronem, bupropionem 300mg, rytalina 40, 40 i 30 mg o spowolnionym uwalnianiu, oksykodonem 15 mg o spowolnionym uwalnianiu na ból, nie licząc leków na nadciśnienie etc. Leki jak citalopram, escitalopram, amitryptylina, fluanksol i wiele innych mam już dawno za sobą, nie działają na mnie dobrze. Jeden, którego jeszcze nie próbowałam to duloxetyna. Kiedy miesiące temu robiło się ze mną coraz gorzej i znowu wylądowałam na oddziale, gdy kryzys minął inny lekarz wpadł na pomysł odstawić mi wszystkie leki. Wiadomo nie było to z dnia na dzień, lecz dziś jestem jak na mnie to prawie czysta. Jedno co biorę z tych leków na zaburzenia to chlorprotixen, w najniższej dawce, podzielonej jeszcze na pól ok 8 mg. Jest lepiej niż jak byłam na lekach, niestety mój stan się zatrzymał i ni hu, hu, nie chce ruszyć w dobrą stronę, ewentualnie rusza się w złą. Mogę być nieobiektywna.  Ale to tylko moje odczucie.