Świat według Sary

Lekki zawód

No cześć.

Powiem ci trochę się zawiodłam na jak to nazwać po polsku hmm… coś w rodzaju pomocy psychologicznej, która odwiedza cie co tydzień próbuje pomagać, spotykamy się z nimi już od jakiegoś czasu.. nie widzę żeby nam w czymś pomogli. No tak po za tym ze raz wyciągnęli mnie na spacer i kilka razy z papierowymi, urzędowymi sprawami, ale to nie o to mi chodziło. Wiem ze nie ma cudownych ozdrowień i naprawienia stosunków z własnymi dziećmi w ciągu kilku miesięcy. Ale jak na razie chyba w niczym nam nie pomogli.

Zrobię tak.

Zapytam ich najpierw jak długo razem współpracujemy, potem zapytam w czym tak naprawdę nam pomogli. Domyślam się ze tez nic nie znajda o co można się dobrze zahaczyć. Jedyna ich obrona jest to ze zmiany nie następują od razu. To dla mnie za mało moja cierpliwość wyschła. Pan Border dochodzi do głosu. Mówi żebym zjadła ich na śniadanie. Żebym zebrała cala swoja inteligencje i wiedze i pokazała im, ze przez ostatnie kilka miesięcy nic nie osiągnęli.

 

Powiedziałam im o moim blogu, wzięli go sobie do przetłumaczenia za moim przyzwoleniem. Jednakże zabolało mnie to, ze tydzień później, gdy się spotkaliśmy pytali tylko o narkotyki, „prace” i alkohol. Nikt nie wspomniał: jak po co i dlaczego to robiłam. BARDZO mnie to zabolało. To chyba dlatego Pan Border obudził się i chce ich pożreć. W sumie nie dziwie się. Niestety nie jestem obiektywna, wiec to wszystko jest i tak o kant dupy rozbić.

1Shares
Back To Top
1Shares
%d bloggers like this: